Flambirowany deser lodowy, czyli o waniliowych lodach, które nigdy nie zapłonęły

Niedawno, na drodze kupna i sprzedaży, nabyłam samochód (który od razu ochrzciłam imieniem Krystyna). Własne auto nigdy nie było moim marzeniem, zresztą każdy, kto mnie zna wie, że od samochodów zdecydowanie wolę rowery. Jednak w pewnym momencie cztery kółka stały się konieczne. Nie narzekam, bo mimo wszystko lubię jeździć samochodem. Jednocześnie za wszelką cenę staram się wystrzegać sytuacji, kiedy inni kierowcy mieliby okazję rzucić w moją stronę poetyckie: „baba za kierownicą”. Jednak czasami, w najmniej oczekiwanych momentach i mimo całej mojej dobrej woli, okropna babskość wyłazi na wierzch. Tak jak ostatnio, gdy zajechałam na stację benzynową… Otóż Krystyna jest na gaz. Wydawałoby się, że tankowanie gazu, to najprostsza rzecz pod słońcem. Gasisz samochód, wychodzisz i pan z obsługi zajmuje się resztą. Otóż nic bardziej mylnego. Schody zaczynają się, kiedy ów pan z obsługi postanawia zadać kilka niewygodnych pytań. Taki oto dialog stał się moim udziałem:
– Dzień dobry.
– Dzień dobry, poproszę gaz do pełna.
– A odbija?
– Komu?
– No samochód.
– Proszę pana, ja nie wiem czy mojemu samochodowi odbija…
– Pierwszy raz pani tankuje?
– No własnie nie, ale nigdy nikt mnie o to nie pytał.
– Naprawdę?? To dziwne…
– No naprawdę. To może pan mi powie o co chodzi z tym odbijaniem.
– No bo widzi pani, w zbiorniku gazu jest zamontowany taki… (i tutaj pan sypnął garścią technicznych słów) i ten (znowu dziwne słowo) prowadzi do (kolejne dziwne słowo).
– Proszę pana, ja mogę udawać, że wiem o co chodzi, ale w ten sposób daleko nie zajdziemy.
– No dobrze, jak samochód odbija, to gdy zbiornik jest już pełny, to wydaje taki dźwięk „tytytytytyty”.
– Acha!! To odbija!
„Ufff, jakoś się udało” – pomyślałam. Otóż nie, kolejny błąd. Pan postanowił drążyć dalej:
– A jaki to jest zbiornik?
– Że proszę?
– No zbiornik jaki jest.
– Yyyy…a jaki może być??
– No widzi pani, bo zbiorniki to są różne….
Po kilkuminutowym wykładzie na temat rodzajów zbiorników na gaz, zwątpiłam w siebie jako kierowcę i zawstydzona udałam się do kasy. Ale generalnie, poza tym jednym przypadkiem, odwiedziny na stacjach benzynowych zaliczam do udanych. Zwłaszcza, że to nieliczne chwile, kiedy mam czas nic nie robić, pogapić się bezmyślnie na grilowane parówki czy wypić kawę. A ostatnio właśnie na stacji benzynowej kupiłam najnowsze wydanie magazynu „Kuchnia”, z wielkim napisem: „Pali się moja panno!”, a w nim przepisy na różne, flambirowane potrawy. Panno Sylwio – pomyślałam sobie – niejedno danie spaliłaś, ale nigdy nie było to działanie celowe. Trzeba spróbować! Jako, że na ostatnie święta Mikołaj sprezentował mi maszynkę do robienia lodów, zdecydowałam zacząć od flambirowanego deseru lodowego (w tym miejscu wyjaśnię, jeżeli ktoś nie wie, że flambirowanie polega na polaniu dania alkoholem i podpaleniu go). Zaopatrzyłam się w pół litra rumu (od przybytku głowa nie boli), ukręciłam lody, usmażyłam banany, posypałam tu i tam jakimiś dodatkami i w końcu polałam banany rumem. Z wypiekami na twarzy rzuciłam pierwszą zapałkę…i nic. Drugą, trzecią i dalej nic. Czwarta, piąta i szósta zgasły tak samo, jak poprzednie. W momencie, kiedy i zapalniczka nie pomogła, z furią rzucałam kolejne zapałki, dobierając się powoli do rumu. który został w butelce. Gdy zobaczyłam jej dno, a całą kuchnię spowił zapach siarki, dałam za wygraną. Sponiewierana jak koń po westernie, bez wiary w sukces, rzuciłam ostatnią zapałkę..i pstryk, zamigotał słaby, niebieski płomień. Dorwałam się do aparatu, ale po pierwsze primo, na tym etapie miałam już poważne problemy z ostrością, a po drugie ogień tlił się tak słabo, że nijak nie umiałam go sfotografować….a w gazecie lody płonęły pięknym, płomieniem…
I teraz pojawia się moje pytanie do każdego, kto dotrwał do końca opowieści. Dlaczego rum się nie zapalił? Hę??

Waniliowy deser lodowy z owocami goji, migdałami i bananami – składniki:

Porcja dla 2-3 osób
– 9 żółtek
– 1-2 laski wanilii
– 1/2 litra śmietany kremówki 30%
– 130 g. cukru
– 100 ml rumu (+ kolejne ml, na ewentualnie pocieszenie)
– 2 banany
– 3 łyżki masła
– 3 łyżki suszonych owoców goji
– 3 łyżki płatków migdałowych

Waniliowy deser lodowy z owocami goji, migdałami i bananami- przygotowanie:

Żółtka ucieramy z cukrem na kogel-mogel – ręcznie lub za pomocą miksera. Śmietankę przelewamy do garnka. Dodajemy wanilię przekrojoną wzdłuż na pół i wydłubane z niej ziarnka. Zagotowujemy, a następnie odstawiamy do przestygnięcia.
Gdy śmietanka jest chłodna, dodajemy ją porcjami do kogla-mogla. Wszystko dokładnie mieszamy, a następnie stawiamy na małym gazie i nie przerywając mieszania podgrzewamy (tak, aby nie zagotować), aż masa wyraźnie zgęstnieje. Odstawiamy do wystygnięcia.

Wystudzoną masę przekładamy do maszynki do lodów i kręcimy je przez około pół godziny. Następnie możemy przełożyć ją do pojemnika na kolejne 30 minut, aby zmroziła się jeszcze bardziej, choć ja czasami ten krok pomijam.

Banany obieramy, kroimy w poprzek na 3 części, a następnie wzdłuż na ćwiartki. Na patelni roztapiamy masło a następnie smażymy na nim banany, z każdej strony. Na suchej patelni prażymy migdały na zloty kolor, uważając, aby się nie przypaliły.
Lody i banany układamy na talerzu. Posypujemy je migdałami i owocami goji. Banany polewamy rumem i podpalamy. Jeśli będą płonąć to się cieszymy. Jeśli nie, deser i tak zjadamy, popijamy pozostały rumem i zapominamy o niepowodzeniu.
Smacznego!

Deser lodowy z owocami goji, migdałami i bananami

6 Comments

  1. Uwielbiam Twoje teksty:) Jeżdżę "Żabą", ale benzynę muszę sama wlewać;) I zawsze u mechanika nauczę się nowych słów:D Lodów nigdy nie podpalałam, ale oparzyć się takim deserem zdążyłam;)

  2. Gdyby zapłonęły, to nie byłoby takiej trzymającej w napięciu opowieści;)
    "Jednocześnie za wszelką cenę staram się wystrzegać sytuacji, kiedy inni kierowcy mieliby okazję rzucić w moją stronę poetyckie: "baba za kierownicą". A co Ci zależy, że ktoś tak powie?;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *