Domowe Malibu, czyli likier kokosowy

Lubię słodkie alkohole, nalewki i inne napitki. Jestem pod tym względem babą totalną. Nie dla mnie whisky i jej podobne trunki… no może z wyjątkiem wytrawnego wina i mojego ulubionego mojito. Ta miłość zaczęła się w dzieciństwie, od wylizywania kieliszków po Advocacie, wypitym przez gości w trakcie domowych imprez. Z Advocatem wiąże się też mój pierwszy alkoholowy incydent…I chyba nie ma się czym chwalić, bo gdy do niego doszło miałam jakieś 6 lat. Wierząc słowom starszej (bo aż 8-letniej) koleżanki, która zapewniała, że „Advocat to nie alkohol”, a także ulegając jej namowom, ukradłam z weselnego stołu mojej siostry, butelkę wspomnianego likieru. Wypiłyśmy ją wspólnie z koleżanką, za strażacką remizą. Tak się zaczęła ta historia, ale jak skończyła…naprawdę nie pamiętam. Tak czy owak słodkie alkohole lubię do dziś. Jedną z nich jest kokosowy likier, nazywany również „domowym Malibu”. Pyszny, słodki, a przede wszystkim – banalnie prosty w przygotowaniu.

Domowe Malibu (likier kokosowy) składniki:

– 200 g. wiórek kokosowych
– 0,7 l. wódki
– 2 puszki mleka skondensowanego słodzonego

Domowe Malibu (likier kokosowy) przygotowanie:

Wiórki wsypujemy do litrowego słoika i zalewamy wódką. Sloik zakręcamy i odstawiamy w ciemne miejsce na dwa tygodnie. Od czasu do czasu potrząsamy nim.
Po 14-tu dniach wiórki odcedzamy, dobrze odciskając je z wódki za pomocą gazy (można je potem użyć np. do kokosanek). Do wódki dodajemy mleko skondensowane i trzepiemy trzepaczką (nie mikserem) przez kilka minut. Rozlewamy butelek i wstawiamy do lodówki przynajmniej na jeden dzień.
Smacznego!
Domowe Malibu, czyli likier kokosowy

23 Comments

  1. Witam, mam pytanie. Jak bardzo słodki jest ten likier? Bo zastanawiam się nad dodaniem 1 puszki mleka słodzonego i 1 niesłodzonego. Nie przepadam, za bardzo słodkimi likierami, ale też nie chciałabym zepsuć tego 🙂 Dziś zalałam wódką wiórki i czekam, ciekawa jestem jak wyjdzie, gdyż połowa wiórków jest ze świeżego kokosa, własnoręcznie przeze mnie starta 🙂

    • Hmmmm….to bardzo trudne pytanie, bo nie mam konkretnego punktu odniesienia, który pomógłby mi w ocenie 🙂 Z pewnością jest słodszy od oryginalnego Malibu, ale też nie tak słodki, aby mdlił. Niemniej myślę, że śmiało można użyć jednej puszki mleka niesłodzonego 🙂 Własnoręcznie starte wiórki….mmmm…..to dopiero aromat! Daj proszę znać, jak wyszło.
      pozdrawiam!

    • Dziękuję za info. Właśnie o to mi chodziło, czy jest słodszy od oryginalnego 🙂 Już wiem, że koniecznie muszę dodać jedną puszkę niesłodzoną. A o efekcie na pewno napiszę. Żałuję tylko, że zdążyłam wypić mleczko zanim postanowiłam zrobić likier, wtedy byłby już kokosowy raj 🙂

    • Witam, zgodnie z obietnicą zdaję relację z pola walki. Likier wszedł cudowny, mimo dodania jednego skondensowanego mleka niesłodzonego odtłuszczonego nadal bardzo słodki (jak dla mnie), ale przy tym dość wyraźny posmak alkoholu bilansuje słodycz. Obawiam się, że do Świąt nie doczeka 😉 Dzięki za inspirację!

    • Ślicznie dziękuję za informację zwrotną i baaardzo się cieszę, że likier Ci smakował! Jeśli nie doczeka do świąt, będzie okazja, aby zrobić kolejny, np. z dwóch puszek mleka niesłodzonego.
      Pozdrawiam
      Sylwia

  2. Muszę cię zmartwić – malibu jest likierem na bazie rumu, właściwie rumem smakowym (kokosowym) i powstaje nie co innaczej. Przepis fajny, ale na nalewkę kokosową. Nie mniej, chętnie spróbuje

    Pozdrawiam!

  3. Mamy podobne alkoholowe (i nie tylko te) smaki: advocat, mojito (które po Twoim wpisie żłopałam prawie codziennie i już się obawiałam o uzależnienie;), a teraz Malibu odkryte przeze mnie w tegoroczne wakacje:)
    Wiórka się już moczą:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *