Wegańskie samosy

Podobno to, czego irracjonalnie, bez sensownego uzasadnienia boimy się w tym życiu, jest odzwierciedleniem złych rzeczy, które spotkały nas w życiach wcześniejszych… Właśnie dlatego do tej pory wydawało mi się, że swoje poprzednie życia zakończyłam:

a) topiąc się pod wodospadem
b) zagniatając pierogi.

Po pierwsze jak szatana, zupełnie irracjonalnie, boję się wody lecącej mi na twarz pod dużym ciśnieniem – stąd podejrzenie co do wodospadu. Po drugie serce wyskakuje mi ze strachu, kiedy mam zagnieść pierogi.  Co prawda wciąż trzymam się wersji z wodospadem, ale historię ze śmiercią przy pierogach chyba muszę zweryfikować. Wygląda na to, że w którymś z poprzednich żyć mieszkałam w Indiach i zginęłam robiąc samosy, na przykład gdzieś w slumsach Delhi 😉 Na pewno parę osób chciałoby mnie teraz spytać: „a dlaczego tak sądzisz, ty wariatko?”. No nie mam racjonalnych przesłanek, ale strach nieznanego pochodzenia, który mnie opanował kiedy miałam zacząć wyrabiać ciasto na samosy, a później je lepić sprawił, że zaczęłam się zastanawiać skąd się on bierze. Bo zazwyczaj albo z dzieciństwa, albo (podobno) z wcześniejszych wcieleń. Jako, że w dzieciństwie nie byłam hinduską, zaczęłam się skłaniać ku drugiej wersji. Grunt, że w tym życiu robienie samosów udało mi się dokończyć bez uszczerbków na zdrowiu czy utraty życia, a do tego całkiem zjadliwe były, więc generalnie popołudnie przy „garach” zaliczam do udanych.

PS. Dla tych, którzy nie wiedzą – samosy są jedną z najpopularniejszych, indyjskich przekąsek.

 

Składniki:

ciasto

– 280 g. mąki pszennej
– 1/2 łyżeczki soli
– 2 łyżki oleju roślinnego
– ciepła woda

farsz

– 2 duże ziemniaki
– szklanka zielonego groszku
– cebula pokrojona w kostkę
– marchew pokrojona w kostkę
– garść rodzynek
– ząbek czosnku
– przyprawa garam masala lub: mielona kolendra, curry, chilli, pieprz
– olej rzepakowy do smażenia

Przygotowanie:

Ziemniaki obieramy, kroimy w kostkę i gotujemy do miękkości, uważając jednak, aby ich nie rozgotować.

Na patelni rozgrzewamy olej i wrzucamy marchew. Smażymy kilka minut, po czym dodajemy cebulę i zielony groszek.

Wszystko razem smażymy do miękkości, a następnie dodajemy przeciśnięty przez praskę czosnek, ugotowane ziemniaki oraz rodzynki (jeśli rodzynki są twarde, moczymy je najpierw przez 10 minut w ciepłej wodzie, a następnie odcedzamy).

Dodajemy także przyprawy do smaku. Ja osobiście w samosach lubię duże ilości curry. Całość podsmażamy jeszcze na małym ogniu ok. 3 minut.

Tak przygotowany farsz odstawiamy do ostygnięcia.

Zajmujemy się przygotowaniem ciasta.

Mąkę wysypujemy na stolnicę. Dodajemy sól, oliwę i powoli, stopniowo dodając wodę, zagniatamy ciasto. Powinno być gładkie i sprężyste. Gdy jest już dobrze wyrobione owijamy je folią i wkładamy do lodówki na ok. 30 minut.

Po pół godzinie ciasto wyjmujemy i dzielimy je na kilka części. Każdą część rozwałkowujemy na cienki, okrągły (u mnie z tą „okrągłością” różnie było) placek.

Aby ułatwić Wam przygotowanie samosów, posłużę się zdjęciami.

Placki przecinamy w połowie -> klik

Jedną część przeciętego placka zaginamy, a jego brzeg zwliżamy wodą -> klik

Zaginamy drugą część przekrojonego placka i sklejamy ze zwilżonym wcześniej brzegiem, tak, aby powstał rożek -> klik

Do tak przygotowanego rożka nakładamy farsz, po czym jego górną część zwilżamy wodą – > klik

i zaginamy aby powstał taki oto „pierożek” -> klik

Tak przygotowane samosy smażymy na rozgrzanym oleju z obu stron, na złoty kolor.

Smacznego!!

 

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *